niedziela, 1 listopada 2015

Raymond Queneau / Dzieła Zebrane Sally Mary

Pismo nazywa się "Votre Beaute". Przeczytałam je od deski do deski, drobne ogłoszenia i reklamy też. Dziwny kraj! Same przejęte baby, i te ich pieprzyki, liszaje, sztywne rzęsy... Dosyć to zabawne. Ja nie mam z tym kłopotu, i niczym takim nie zawracam sobie głowy. Jedna na przykład wpada w rozpacz, bo w zimie dostaje gęsiej skórki i czerwonych plam na skórze. Otrzymuje taką oto poradę:
Olej z dorsza: 250g
Rezorcyna: 15g
Barwnik z mydłodrzewu: il. j. w. na emuls.
Wyciąg z wintergreenu: il. j. w.
Stosować trzy razy dziennie na tamponie z waty. Te Franzuzki chyba się nie nudzą. No i są jeszcze takie, które mają za obfite pośladki i za grube uda, piersi sflaczałe albo pomarszczone. Jedne nie chcą mieć brwi, drugie chcą, żeby odrosły. To są szczyty! I jeszcze udziela się im odpowiedzi cierpliwie, grzecznie, ofiarnie. 
Cellulitis to większa afera: prawdziwe kalectwo. Jest tu bardzo uczony artykuł na ten temat. Francuzki muszą mieć cykora, jak to czytają. A poza tym zwróciłam uwagę na jeszcze jedną niezgorszą aferę: Mężczyzna i kobieta, estetyka porównawcza, z całą masą równoległych wymiarów. Moje wyniki nie są złe, piersiom jeszcze coś brakuje, ale za to biodra, proszę siadać!

Raymond Queneau, Dzieła Zebrane Sally Mary, tłum. Anna Wasilewska, PIW, 2003, str.59




wtorek, 21 kwietnia 2015

Philippe Soupault / Ostatnie noce paryskie

Na jednym z chodników wyznaczyli sobie ponoć spotkania bezżenni masochiści. Pokorny, milczący klub. Parasole czynią z nich tłumy.
- Wie pan - spytała - że to rejon kaw ze śmietanką?

Philippe Soupault, Ostatnie noce paryskie. tłum. A. Taborska, Warszawa, 1999, s. 8.


niedziela, 12 kwietnia 2015

Stefan Themerson / Hau! Hau! Czyli kto zabił Ryszarda Wagnera?

Nie zapalonym papierosem wymachiwał jak batutą.
 No dobrze  rzekłem, zapalając zapałkę, by mu dać ognia.  Ale czego właściwie się boisz?
 Boję się   odpowiedział  że pewnego dnia ktoś dojdzie do logicznego wniosku, że moją lewą nogę i prawą rękę należy uciąć.

S.Themerson, Hau! Hau! Czyli kto zabił Ryszarda Wagnera?, Gaberbocchus w Polsce, 2004, s. 6

wtorek, 7 kwietnia 2015

Georges Bataille / Historia oka

Simona ma w sobie samą prostotę. Wysoka i piękna, niczego desperackiego w spojrzeniu czy w głosie. Ale tak żądna jest wszystkiego, co pobudza zmysły, że najmniejszy bodziec nadaje jej twarzy wygląd przywodzący na myśl krew, niespodziewany strach, zbrodnię - to, co bezustannie zagraża pięknu i zdrowemu rozsądkowi.

G. Bataille, Historia oka [w:] Historia oka i inne historie, tłum. T. Komendant, Kraków, 1991, s. 78


czwartek, 2 kwietnia 2015

Julio Cortazar / Opowieści o kronopiach i famach i inne historie

Cóż za cudowne zajęcie iść sobie bulwarem Arago licząc drzewa i co pięć kasztanów zatrzymywać się na chwilę na jednej nodze w oczekiwaniu, żeby ktoś spojrzał, a wtedy, wydawszy krótki, suchy okrzyk, zakręcić się niby bąk, z rękami rozpostartymi, na podobieństwo ptaka Cakuy, który zawodzi na drzewach północnej Argentyny.

J. Cortazar, Opowieści o kronopiach i famach i inne historie, tłum. Z. Chądzyńska, Czytelnik, 1973, s. 63-64.

poniedziałek, 30 marca 2015

Italo Calvino / Baron Drzewołaz

Podobnie jak jego jamnik, tak i Cosimo stanowił jedyny egzemplarz swego gatunku. W marzeniach widział się nieraz kochanym przez najpiękniejsze dziewczęta. Ale jakże właściwie miałby spotkać na swej drodze miłość, żyjąc na drzewach? W jego wyobraźni to, o czym marzył, działo się nie na ziemi i nie tam, gdzie on w rzeczywistości przebywał, ale w jakimś miejscu nieokreślonym, w jakimś świecie, do którego dotrzeć można pnąc się zawsze w górę, nigdy w dół. Może istnieje gdzieś drzewo tak wysokie, że z jego szczytu dosięgnąć można innego świata, księżyca?

Italo Calvino, Baron drzewołaz, tłum. B. Sieroszewska, Czytelnik, 1964, s. 217.

piątek, 27 marca 2015

Wystawa

WYSTAWA!

Od 1 do 15 kwietnia ilustracje pojawiające się w ramach Miłości Asteników - te już znane a także zupełnie nowe, będzie można obejrzeć w Galerii Wyjście Awaryjne w Staromiejski Dom Kultury 
w Warszawie.

Zapraszam!

niedziela, 8 marca 2015

William Faulkner / Listy

Do Pani M.C. Falkner
Paryż
niedziela, 16 sierpnia 1925

(...)
I - ale nie zemdlej - zapuszczam brodę.
Billy

Do Pani M.C. Falkner
Paryż
(data stempla pocztowego
6 września 1925)

(...)
Moja broda puszcza się wspaniale. Przez nią wyglądam tak jakoś dystyngowanie, jak ktoś, kogo by się chciało poznać.
Billy

Do Pani M.C. Falkner
Paryż
(data stempla pocztowego
10 września 1925)

(...)
Broda jest już na tyle długa, że nasiąka wodą.


William Faulkner, Listy, wyd. Czytelnik, 1983, str. 18, 23, 25.

 photo faulkner_zps0fqs80gq.jpg

niedziela, 22 lutego 2015

Eugene Ionesco / "Szaleństwo we dwoje"

ONA: Kiedy byłam mała, byłam dzieckiem. Wszystkie dzieci w moim wieku były także małe. Mali chłopcy, małe dziewczynki. Ale nie wszyscy byli tacy sami. Jedni byli zawsze mniejsi, a inni więksi, jedne dzieci były ciemne, drugie jasne, a były także dzieci ani ciemne, ani jasne. Uczyliśmy się pisać, czytać, rachować. Odejmowania, dzielenia, mnożenia, dodawania. Bo chodziliśmy do szkoły. Niektóre dzieci uczyły się w domu. Niedaleko było jezioro. Były w nim ryby, ryby żyją w wodzie. To nie tak jak my. My nie możemy, nawet kiedy jesteśmy bardzo mali. A przecież moglibyśmy. Dlaczego nie?

ON: Gdybym poszedł do technikum, byłbym inżynierem. Robiłbym różne przedmioty. Skomplikowane przedmioty. Bardzo skomplikowane przedmioty, coraz bardziej skomplikowane, to by uprościło życie. 

ONA: A w nocy spaliśmy. 

E. Ionesco, Szaleństwo we dwoje [w:] Kubuś, czyli uległość, Morderca nie do..., tłum. J. Błoński, J. Kott, A. Tarn, wyd. Mireki, 2004, s. 423.


 photo ionesco_zpsa18d2192.jpg

poniedziałek, 16 lutego 2015

Alberto Moravia / "Komunikatywność"

Od jakiegoś czasu prześladują mnie pewne obrazy. Albo iceberg, czyli pływająca góra lodowa, która tylko znikomą częścią wystaje nad powierzchnią morza, podczas gdy jej dolna partia, kolosalny kadłub z zielonkawego lodu, pozostaje pod wodą niewidzialny, zaczajony. Albo ciasny otwór opleciony jeżynami, niedostępny, niewidoczny dla oka, który stanowi wejście do groty, a raczej do całego układu grot ze stalaktytami i stalagmitami, pełnych podziemnych jezior i rzek, salonów, korytarzy i galerii. To znowu mały domek z jednym oknem i z jednymi drzwiami, z którego schodzi się do olbrzymiej piwnicy, gdzie stoi gigantyczna, czarna i lśniąca maszyna i tętni, stuka, huczy. Obrazy są różne, ale myśl wciąż ta sama: małość i prostota tego, co się widzi; ogrom, potęga i złożoność tego, czego się nie widzi. To, co się widzi, mówiąc krótko i bez przenośni, to jestem ja, urzędniczyna jednego z niezliczonych biur bankowych w mieście; to, czego nie widać, to znowu jestem ja, a raczej - jak by tu powiedzieć? moja siła witalna, moja energia psychiczna, których jestem świadomy zarazem dokładnie i bezsilnie. Niestety jednak, między tymi dwiema nierównymi częściami mojego ja nie ma żadnego związku i ta większa nie daje żadnego bodźca tej mniejszej. Do tego stopnia, że czasami wydaje mi się, iż część niewidzialna i większa nie należy do mnie, że jestem tylko jej strażnikiem, więc jak wszyscy strażnicy nie mogę z niej korzystać i muszę się ograniczyć do dozorowania jej, by pozostała nietknięta aż do mojej śmierci. 
Owo uczucie, że jestem jedynie depozytariuszem mojej witalności, gnębi mnie, deprymuje. Wczoraj, wiedziony zrozumiałą potrzebą zwierzeń, rozmawiałem na ten temat z Bellą, powabną stenotypistką pracującą w tym samym co ja biurze. Oczywiście nie wspomniałem ani słowem o górze lodowej, o grocie, o maszynie: wstydziłem się. Napomknąłem tylko o mojej nieśmiałości i o moim osamotnieniu. Bella spojrzała na mnie wielkimi, leciuteńko zezowatymi oczyma, zawzięcie żuła przez chwilę gumę, którą miała w ustach, po czym powiedziała stanowczo: 
- Wiesz w czym sęk, Girolamo? Że jesteś niekomunikatywny. 

 A. Moravia, Komunikatywność [w:] Rzecz jest tylko rzeczą, tłum. Z. Ernstowa, wyd. Czytelnik, 1969, s. 42-43.


 photo moravia_zpsbbce5ec6.jpg

Roland Topor / "Myśli zawiązane na supełek"

Jest tak nieromantyczna, że suszy śledzie między kartkami zbiorków poezji.

Roland Topor, Myśli zawiązane na supełek, tłum. A.Taborska, Literatura na świecie, nr 8-9/1997, s. 344.


 photo topor_sledzie_zps205addab.jpg

Witkacy / "Jedyne wyjście"

Na początek, oczywiście tytuł.

Ach, ta miłość asteników! Cóż to po prostu była za cholera! Oczywiście dla pykników - tamci nie zdawali sobie z tego sprawy zupełnie. Zawsze niepewni swego, ciągle wątpiący, ciągle rozdarci między diametralnie przeciwne sobie uczucia, tropiący samych siebie na niezrozumiałych szlakach własnych swych, często wspanialszych od nich samych sobowtórów, wiecznie nienasyceni i zjadani przez nieściśliwość ostateczną sentymentów, wyrzuty sumienia, i drobną, aż bolesną czułostkowość. A do tego to ciągłe poczucie, że wszystko to jest "nie to", że za krawędziami tych męczarni jest gdzieś słoneczny świat prostych, pięknych, wolnych uczuć, niedostępny, utęskniony i  n i e p o w r o t n y - tak jakby był już kiedyś tuż tuż i odleciał jak miraż w swój własny, niedosiężny wymiar istnienia. 

S. I. Witkiewicz, Jedyne wyjście, wyd. P.I.W., 1980, s. 10. photo milosc_zps9688929b.jpg