niedziela, 22 lutego 2015

Eugene Ionesco / "Szaleństwo we dwoje"

ONA: Kiedy byłam mała, byłam dzieckiem. Wszystkie dzieci w moim wieku były także małe. Mali chłopcy, małe dziewczynki. Ale nie wszyscy byli tacy sami. Jedni byli zawsze mniejsi, a inni więksi, jedne dzieci były ciemne, drugie jasne, a były także dzieci ani ciemne, ani jasne. Uczyliśmy się pisać, czytać, rachować. Odejmowania, dzielenia, mnożenia, dodawania. Bo chodziliśmy do szkoły. Niektóre dzieci uczyły się w domu. Niedaleko było jezioro. Były w nim ryby, ryby żyją w wodzie. To nie tak jak my. My nie możemy, nawet kiedy jesteśmy bardzo mali. A przecież moglibyśmy. Dlaczego nie?

ON: Gdybym poszedł do technikum, byłbym inżynierem. Robiłbym różne przedmioty. Skomplikowane przedmioty. Bardzo skomplikowane przedmioty, coraz bardziej skomplikowane, to by uprościło życie. 

ONA: A w nocy spaliśmy. 

E. Ionesco, Szaleństwo we dwoje [w:] Kubuś, czyli uległość, Morderca nie do..., tłum. J. Błoński, J. Kott, A. Tarn, wyd. Mireki, 2004, s. 423.


 photo ionesco_zpsa18d2192.jpg

poniedziałek, 16 lutego 2015

Alberto Moravia / "Komunikatywność"

Od jakiegoś czasu prześladują mnie pewne obrazy. Albo iceberg, czyli pływająca góra lodowa, która tylko znikomą częścią wystaje nad powierzchnią morza, podczas gdy jej dolna partia, kolosalny kadłub z zielonkawego lodu, pozostaje pod wodą niewidzialny, zaczajony. Albo ciasny otwór opleciony jeżynami, niedostępny, niewidoczny dla oka, który stanowi wejście do groty, a raczej do całego układu grot ze stalaktytami i stalagmitami, pełnych podziemnych jezior i rzek, salonów, korytarzy i galerii. To znowu mały domek z jednym oknem i z jednymi drzwiami, z którego schodzi się do olbrzymiej piwnicy, gdzie stoi gigantyczna, czarna i lśniąca maszyna i tętni, stuka, huczy. Obrazy są różne, ale myśl wciąż ta sama: małość i prostota tego, co się widzi; ogrom, potęga i złożoność tego, czego się nie widzi. To, co się widzi, mówiąc krótko i bez przenośni, to jestem ja, urzędniczyna jednego z niezliczonych biur bankowych w mieście; to, czego nie widać, to znowu jestem ja, a raczej - jak by tu powiedzieć? moja siła witalna, moja energia psychiczna, których jestem świadomy zarazem dokładnie i bezsilnie. Niestety jednak, między tymi dwiema nierównymi częściami mojego ja nie ma żadnego związku i ta większa nie daje żadnego bodźca tej mniejszej. Do tego stopnia, że czasami wydaje mi się, iż część niewidzialna i większa nie należy do mnie, że jestem tylko jej strażnikiem, więc jak wszyscy strażnicy nie mogę z niej korzystać i muszę się ograniczyć do dozorowania jej, by pozostała nietknięta aż do mojej śmierci. 
Owo uczucie, że jestem jedynie depozytariuszem mojej witalności, gnębi mnie, deprymuje. Wczoraj, wiedziony zrozumiałą potrzebą zwierzeń, rozmawiałem na ten temat z Bellą, powabną stenotypistką pracującą w tym samym co ja biurze. Oczywiście nie wspomniałem ani słowem o górze lodowej, o grocie, o maszynie: wstydziłem się. Napomknąłem tylko o mojej nieśmiałości i o moim osamotnieniu. Bella spojrzała na mnie wielkimi, leciuteńko zezowatymi oczyma, zawzięcie żuła przez chwilę gumę, którą miała w ustach, po czym powiedziała stanowczo: 
- Wiesz w czym sęk, Girolamo? Że jesteś niekomunikatywny. 

 A. Moravia, Komunikatywność [w:] Rzecz jest tylko rzeczą, tłum. Z. Ernstowa, wyd. Czytelnik, 1969, s. 42-43.


 photo moravia_zpsbbce5ec6.jpg

Roland Topor / "Myśli zawiązane na supełek"

Jest tak nieromantyczna, że suszy śledzie między kartkami zbiorków poezji.

Roland Topor, Myśli zawiązane na supełek, tłum. A.Taborska, Literatura na świecie, nr 8-9/1997, s. 344.


 photo topor_sledzie_zps205addab.jpg

Witkacy / "Jedyne wyjście"

Na początek, oczywiście tytuł.

Ach, ta miłość asteników! Cóż to po prostu była za cholera! Oczywiście dla pykników - tamci nie zdawali sobie z tego sprawy zupełnie. Zawsze niepewni swego, ciągle wątpiący, ciągle rozdarci między diametralnie przeciwne sobie uczucia, tropiący samych siebie na niezrozumiałych szlakach własnych swych, często wspanialszych od nich samych sobowtórów, wiecznie nienasyceni i zjadani przez nieściśliwość ostateczną sentymentów, wyrzuty sumienia, i drobną, aż bolesną czułostkowość. A do tego to ciągłe poczucie, że wszystko to jest "nie to", że za krawędziami tych męczarni jest gdzieś słoneczny świat prostych, pięknych, wolnych uczuć, niedostępny, utęskniony i  n i e p o w r o t n y - tak jakby był już kiedyś tuż tuż i odleciał jak miraż w swój własny, niedosiężny wymiar istnienia. 

S. I. Witkiewicz, Jedyne wyjście, wyd. P.I.W., 1980, s. 10. photo milosc_zps9688929b.jpg