niedziela, 1 listopada 2015

Raymond Queneau / Dzieła Zebrane Sally Mary

Pismo nazywa się "Votre Beaute". Przeczytałam je od deski do deski, drobne ogłoszenia i reklamy też. Dziwny kraj! Same przejęte baby, i te ich pieprzyki, liszaje, sztywne rzęsy... Dosyć to zabawne. Ja nie mam z tym kłopotu, i niczym takim nie zawracam sobie głowy. Jedna na przykład wpada w rozpacz, bo w zimie dostaje gęsiej skórki i czerwonych plam na skórze. Otrzymuje taką oto poradę:
Olej z dorsza: 250g
Rezorcyna: 15g
Barwnik z mydłodrzewu: il. j. w. na emuls.
Wyciąg z wintergreenu: il. j. w.
Stosować trzy razy dziennie na tamponie z waty. Te Franzuzki chyba się nie nudzą. No i są jeszcze takie, które mają za obfite pośladki i za grube uda, piersi sflaczałe albo pomarszczone. Jedne nie chcą mieć brwi, drugie chcą, żeby odrosły. To są szczyty! I jeszcze udziela się im odpowiedzi cierpliwie, grzecznie, ofiarnie. 
Cellulitis to większa afera: prawdziwe kalectwo. Jest tu bardzo uczony artykuł na ten temat. Francuzki muszą mieć cykora, jak to czytają. A poza tym zwróciłam uwagę na jeszcze jedną niezgorszą aferę: Mężczyzna i kobieta, estetyka porównawcza, z całą masą równoległych wymiarów. Moje wyniki nie są złe, piersiom jeszcze coś brakuje, ale za to biodra, proszę siadać!

Raymond Queneau, Dzieła Zebrane Sally Mary, tłum. Anna Wasilewska, PIW, 2003, str.59