poniedziałek, 8 października 2018

Hakim Bey / Poetycki terroryzm

Jedzenie, czy to gotowane czy surowe, nie jest w stanie uciec od symbolizmu. Jest tym, czym jest i jednocześnie reprezentuje to, czym jest. Każdy pokarm jest pokarmem duszy; traktować go inaczej to pielęgnować niestrawność, zarówno chroniczną jak i metafizyczną. 

Hakim Bey, Poetycki terroryzm, str. 57, tłum. Jan Karłowski, Kraków, 2003


Tove Jansson / Córka rzeźbiarza

Idziesz, i idziesz, i idziesz, i zaczyna wiać poranny wiatr. Druga zatoka jest pełna sitowia, które przy wietrze szeleści, szumi, szemrze i szepce, i cicho zawodzi, miękko i delikatnie, i wchodzisz prosto w nie, a ono cię głaszcze ze wszystkich stron, i idziesz, i idziesz, w ogóle o niczym nie myśląc. Sitowie jest dżunglą, która ciągnie się do końca świata. Na całej kuli ziemskiej nie ma nic innego jak tylko szepczące sitowie, wszyscy ludzie pomarli i zostałam tylko ja jedna, i nic, tylko idę i idę w sitowiu. 
  Idę tak długo, ze robię się wysoka i cienka jak źdźbło sitowia, moje włosy stają się miękką kitą, aż wreszcie zapuszczam korzenie i zaczynam szeleścić i szumieć, i szemrać jak wszystkie moje siostry, a czas nigdy się nie kończy.

Tove Jansson, Córka rzeźbiarza, str. 53-54, tłum. T. Chłapowska, Warszawa, 2016





Italo Calvino / Marcovaldo

Marcovaldo spędził sobotnie popołudnie i niedzielę w następujący sposób: harcując na siodełku swojego motoroweru z rośliną z tyłu, przyglądał się niebu, wyszukiwał chmurę, która wydawała się obiecująca, i pędził ulicami, dopóki nie natrafił na deszcz. Od czasu do czasu, oglądając się, zauważał, że roślina jest trochę wyższa: wysokości taksówek, furgonetek, tramwajów! Miała też coraz szersze liście, z których deszcz spływał jak z prysznica na jego nieprzemakalny kaptur. Było to już drzewo na dwóch kołach, które przemierzało pędem miasto, ku zdumieniu policjantów kierowców pieszych.

I. Calvino, Marcovaldo, czyli pory roku w mieście, tłum. A. Kreisberg, Warszawa, 2013, s. 103




Karel Čapek / Rok ogrodnika

Człowiek ogrodnik powstał na drodze rozwoju kulturalnego; a nie na drodze rozwoju naturalnego. Gdyby powstał z natury, wyglądałby inaczej, nogi miałby jak chrabąszcz, aby nie musiał siedzieć w kucki, i posiadałby skrzydła, po pierwsze po to, aby zyskać na urodzie, po drugie, aby mógł się wznosić nad swoimi rabatkami. Kto tego nie doświadczył, nie ma pojęcia, jak człowiekowi przeszkadzają nogi, jeśli nie ma na czym stanąć; jak okazują się nadmiernie długie, gdy zajdzie potrzeba złożenia ich pod sobą, by można było dłubać palcem w ziemi; jak są niemożliwie krótkie, jeśli człowiek chce dosięgnąć drugiego końca zagonu, a przy tym nie wdepnąć w poduszkę pierściennika lub wyrastającego orlika. Marzy wówczas o tym, aby zawisnąć na popręgu i huśtać się nad swymi uprawami albo posiadać przynajmniej cztery ręce, a na nich głowę z czapką i już nic więcej, albo mieć uda wysuwane jak statyw fotograficzny. "

Karel Čapek, Rok ogrodnika, przeł. H. Janaszek-Ivanickova, Warszawa 1986, str. 48-49



Mikołaj Gogol / Nos

Iwan Jakowlewicz dla przyzwoitości założył frak na koszulę i, usiadłszy za stołem, nasypał soli, przygotował dwie główki cebuli, wziął do ręki nóż i, zrobiwszy znaczącą minę, zaczął kroić chleb. Gdy rozkroił chleb na dwie połówki, zajrzał do środka i, ku swemu zdziwieniu, zauważył, że coś tam bieleje. Iwan Jakowlewicz ostrożnie poruszył to coś nożem i dotknął palcem: "Twarde", pomyślał, "co by to miało być?"
Wsunął palce do środka i wyciągnął - nos!... Iwan Jakowlewicz aż ręce opuścił, zaczął przecierać oczy i szczypać się w rękę: nos, prawdziwy nos! I to jeszcze, jak się wydawało, chyba kogoś znajomego.

Mikołaj Gogol, Nos, w: Szynel i inne opowiadania, przeł. J.Partyka, Kraków, 2004


Karel Čapek / Rok ogrodnika

Niemiecka filozofia głosi, że twardą rzeczywistością jest po prostu to, co jest, podczas gdy wyższym,
moralnym porządkiem jest „Das Sein-Sollende”, czyli to, co być powinno. Tak więc ogrodnik
szczególnie w lipcu w całej rozciągłości uznaje ów wyższy ład, wie bowiem dobrze, co być powinno.
„Powinno lunąć”, wyraża swą myśl zdecydowanie.

Karel Čapek , Rok ogrodnika, przeł. H. Janaszek- Ivaničková, Warszawa, 1986, s. 84.


Goncalo M. Tavares / Panowie z dzielnicy

Pan Juarroz wahał się, czy ma dotknąć filiżanki kawy, nie mógł bowiem wyzbyć się myśli, że to nie ręka chwyta przedmiot, tylko przedmiot chwyta rękę. A taki porządek rzeczy budził jego odrazę, bo nie mógł zgodzić się na to, aby zwykła filiżanka łapała go za rękę (tak jak porywczy narzeczony łapie nieśmiałą dłoń narzeczonej).
Dlatego pan Juarroz, zamiast chwycić filiżankę, tylko siedział i długo się jej przyglądał agresywnym wzrokiem.
Jakiś czas później skarżył się, że jego kawa jest zimna.

Goncalo M. Tavares, “Panowie z dzielnicy”, wyd. Świat Książki, 2007



Italo Calvino / Niewidzialne miasta

W dniu, kiedy mieszkańcy Eutropii czują, jak ogarnia ich znużenie, i nikt nie może już znieść swego zawodu, krewnych, domu i ulicy, ludzi, którym należy się ukłonić lub którzy mu się kłaniają, wówczas cała ludność postanawia przenieść się do pobliskiego miasta, które czeka puste i jak nowe, każdy wybierze tam inny zawód, inną żonę, otwierając okno, zobaczy nowy krajobraz, będzie spędzał wieczory wśród innych rozrywek przyjaźni przekleństw. (...) W ten sposób miasto przeżywa wciąż na nowo to samo życie, przesuwając się w górę i w dół po swej pustej szachownicy.

Italo Calvino, Niewidzialne miasta, tłum. A. Kreisberg, Warszawa, 2002, s. 51