poniedziałek, 8 października 2018

Tove Jansson / Córka rzeźbiarza

Idziesz, i idziesz, i idziesz, i zaczyna wiać poranny wiatr. Druga zatoka jest pełna sitowia, które przy wietrze szeleści, szumi, szemrze i szepce, i cicho zawodzi, miękko i delikatnie, i wchodzisz prosto w nie, a ono cię głaszcze ze wszystkich stron, i idziesz, i idziesz, w ogóle o niczym nie myśląc. Sitowie jest dżunglą, która ciągnie się do końca świata. Na całej kuli ziemskiej nie ma nic innego jak tylko szepczące sitowie, wszyscy ludzie pomarli i zostałam tylko ja jedna, i nic, tylko idę i idę w sitowiu. 
  Idę tak długo, ze robię się wysoka i cienka jak źdźbło sitowia, moje włosy stają się miękką kitą, aż wreszcie zapuszczam korzenie i zaczynam szeleścić i szumieć, i szemrać jak wszystkie moje siostry, a czas nigdy się nie kończy.

Tove Jansson, Córka rzeźbiarza, str. 53-54, tłum. T. Chłapowska, Warszawa, 2016





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz